KRTEK VE MĚSTĚ

-Tato, włącz bajki. Chcę pooglądać.

– Jakie bajki? – odpowiedziałem udając zdziwionego. To co chcesz oglądać to nie bajki, to jakieś urojenia chorych twórców (może oprócz tej o parowozie). Wszędzie tylko nowoczesne bzdury: lasery, roboty, kosmiczne pojazdy. Nie mogę się zgodzić, żebyś się tym katował, zwłaszcza, że rano miałeś już maraton „bajek” do śniadania.

Spojrzałem na Niego i widzę, że za chwilę szklące się oczy zaleje potok łez a z rozchylonych ust wydobędzie się zabijające błogą, popołudniową ciszę donośne „łeeeeee”.

Tylko brakowało, żebym wyjechał z jakimś moralizującym, dorosłym tekstem. Coś w stylu „za moich czasów” albo „jak ja byłem mały”.

-Jak ja byłem młody – zacząłem poważnie – to bajki były fajniejsze. Nie trzeba było łapać tych wszystkich pokemonów czy zastanawiać się, które auto to transformers i czy to ten dobry czy nie. Był „Bolek i Lolek”, „Reksio” czy „Krecik”.

-Krecik? – zapytał Ksawek, jakby zupełnie zapominając, że trzy sekundy temu miał się rozpłakać.

-Ano Krecik, Synu – odparłem.

-A gdzie mieszka Krecik?

-Jak to gdzie Ksawciu? W Czechosłowacji – odpowiedziałem z radością, mogąc wreszcie wykorzystać wiedzę zdobytą na historii i geografii w podstawówce. Tam się urodził, Czechosłowacja to jego ojczyzna.

W oczach Ksawka coś błysnęło. Chwilę siedział w skupieniu bez słowa po czym zapytał: pojedziemy tam?

Co mogłem powiedzieć? Dziecku się przecież nie odmawia. I tym sposobem postanowiliśmy odwiedzić stolicę państwa z którego pochodził Krecik czyli Pragę.

Praga to takie „miasto szczęścia”. Nie przyciąga wielkimi, znanymi w całym świecie zabytkami czy budowlami. Ale za to daje o wiele więcej – cieszy drobiazgami. To idealne miejsce na podróż bez planu. Po prostu pakujesz plecak, zawieszasz aparat na szyję i pozwalasz Pradze by urzekała cię swoim pięknem. Powoli i niespiesznie dajesz się wieść uliczkami by czerpać radość z tego co znajdziesz za rogiem.

Nasza Praga to było Stare Miasto, Rynek, nieśmiertelny Most Karola, Zamek na Hradczanach, niezliczone uliczki na obu brzegach Wełtawy,  wzgórze Petrin ze swoją wieżą, kilka restauracji, urokliwych sklepików z pamiątkami i oczywiście tradycyjny trdelnik. Piękne, niespieszne kilkanaście kilometrów spaceru każdego dnia.

Na wzgórze Petrin i wieżę widokową wejść musicie. Możecie odpuścić sobie Hradczany ale na Petrin iść trzeba. Tam jest nieco luźniej, są piękne ogrody więc idealne miejsce by odpocząć od zgiełku tłumu. Obłędny widok na Pragę macie w gratisie.

Jest też słynna Złota uliczka ale ją bez żalu możecie sobie darować. Wąsko, drogo, bez szału i pełno turystów. My nieco przykuźniarowaliśmy i w Złotą uliczkę wbiliśmy po godz. 17 – wstęp jest wtedy bezpłatny a turystów znacznie mniej.

A jeszcze bardziej Praga zachwyca nocą, ale o tym innym razem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s